Strona główna



Forum
O nas

Malujemy
Nasza Ekipa
Nasze Galerie

Nasze Wyjazdy
Nasi Przyjaciele

Linki
Poradnik
Turystyka
Fotki z drogi
Kalendarz zlotów



Księga Gości


roztoczerider@o2.pl

 

Czarnogóra 2005

 

 

 

Wyjazd z Rzeszowa 30 lipca koło godz. 14. Tankowanie na Barwinku i pała bez Słowacje. Nocleg na Węgrzech na Campingu /10 Euro/ w miejscowości Salgotarjan. I tak się pierwszy dzień zakończył.

 

 

 

Drugi dzień to jazda przez Węgry – drogie paliwo – w planie dojazd do Bośni i tam poszukiwania noclegu. Przez Węgry jazda lajtowa. Przejście graniczne Węgry – Chorwacja w miejscowości Udwar. Potem przez Chorwacje na przejście graniczne Chorwacja – Bośnia w miejscowości Samac. W Bośni pytamy celnika /tzn. próbujemy/ o stacje benzynową ale nie kapuje nic, po angielskiemu, po niemieckiemu, ale zakuta pała nie wie o co chodzi, pokazujemy na zbiornik paliwa, ale dalej widać głupotę na twarzy celnika, w końcu mówię Shell, Mol i dopiero odpowiedział wyczerpująco na pytanie po angielskiemu, pokazał jeden palec – nie środkowy na szczęście bo bym go wydarł przez to małe okienko – i potem łamaną angielszczyzną „kilometer” :), i tu miłe zaskoczenie bezołowiowa 98 kosztuje 0,95 eurocenta i spalanie też spada do 5.5 lytra. Po kilku kilometrach zaniepokoiły mnie ichnie tablice pisane cyrylicą, ani ja ani Aga nie mieliśmy styczności z tymi dziwacznymi literami ale jakoś jedziemy w ciemno przed i docieramy tam gdzie mieliśmy dotrzeć. Dojeżdżamy do Doboju i szukamy campingu lub hotelu, na mapie nasrane tego jest pełno, ale polskie mapy w dupę można wsadzić. Kręcąc się po okolicy, troszeczkę podkórwieni znajdujemy hotelik w miejscowości Stjepan Polie. I tu wielkie zaskoczenie, człowiek dogada się po angielskiemu, garaż na motorek odrazu otworzony, pokoik fajniutki z łazieneczką /25 euro/ a rano śniadanko, jeszcze wieczorem opiliśmy się ichniego piwska za darmochę, taki mały gratis od właścicieli.

 

 

 

Dzień trzeci to plan dojazdu do Zabijaka. Wracamy do Doboju i kierujemy się na Sarajewo, upał okropny, jakieś 10 km przed Sarajewem zajebisty korek, ale na trzeciego i pała do przodu, wentylator chodził non top. Sarajewo zapchane do granic możliwości więc odpuszczamy zwiedzanie i gonimy dalej w kierunku tylko nam znanym :), czyli na przejście graniczne z Czarnogóra w miejscowości Scepan Polje. W między czasie dostajemy mandat za przekroczenie prędkości :) na 40 mieliśmy aż 67 :) i cza płacić całe 5 Euro :) – jest przynajmniej pamiątka. Ostatnie 15 km to nie wiem co to było ale na pewno nie droga :) ale CBR 1000 Tenere się sprawdziła. Po przekroczeniu granicy jesteśmy hepi :) widoki zajebiste, winkielki piękne, tunele czad, jeszcze żeby asfalt był lepszy to już był by szczyt marzeń, ale nie jest jeszcze taki zły. Dojeżdżamy do miejscowości Pluzine, tankujemy się i nawrotka, w góry :). Przez Park Narodowy Durmitor, w pewnym momencie myśleliśmy że to już koniec świata, ale droga prowadziła po coraz bardziej malowniczych terenach, asfalcik jak świeżo położony, do momentu aż się skończył i oczom naszym się ukazały góreczki które miały po 2000 – 2500 metrów, i droga która tam prowadziła nie przypominała nawet gruzowiska, ale CBR Tenere znowu dała rade i pokonaliśmy tak 50 km po kamieniach wielkości pięści, piachu, żwirach i winklach. Dojechaliśmy w końcu do miejscowości Zabijak położonego 1600 m.n.p.m i trochę zdziwiliśmy się, asfalcik, chodniczki, lampeczki wzdłuż drogi, knajpka przy knajpce, hotel przy hoteliku. Znaleźliśmy wolny pokoik /18 euro/. Po rozpakowaniu się i wstawieniu motoru do garażu udaliśmy się na rekonesans, po knajpach, obaliliśmy kilka browarów i do hotelu spać.

 

 

 

Czwarty dzień rozpoczęliśmy od przejażdżki do Kanionu Tary /drugi pod względem wielkości po Kanionie Kolorado/ cudo, mostek nad kanionem ma długość 350 metrów i wysokość 160 metrów. Kilka fotek i nawrotna na Zabijak, i dalej na Niksic i Podgorice. Jak zobaczyliśmy na drogowskazach już napis Bar byliśmy szczęśliwi, i obrazu się lepiej jechało. Dojechaliśmy do Baru i znowu korek masakryczny, ale środek i przepychanie się do przodu do Ulcinj. W Ulcinj znowu korki, ale złapał nas gość co miał motel i pojechaliśmy na nocleg /28 euro za 2 noce/. Wieczorem zakupiliśmy piwo – butelka 2 lytry za 1.30 euro – i winko Vranac – butelka 1 lytr za 2.20 euro. Wieczorkiem na plaże obalić wińsko i powrót do na nocleg.

 

 

Piąty dzień to obijanie się, klapeczki, krótkie spodenki, koszulka, na motur i na plaże. Kaski nie potrzebne. Pomoczyliśmy dupcie w Adriatyku i planujemy powrót na obiadek, lecz tu się zaczęły problemy z moto, akumulator padł, ale na popych się zapaliło, i dojechaliśmy na nocleg. Obiadek do tego lytr wina Krstac – 1 lytr 2.40 euro – potem sjesta poobiednia na tarasie przy butli piwska. wieczorkiem nad wodę pstryknąć fotek kilka oczywiści butelka wina poszła za nami :). Podczas spacerku na plaże dopadł nas jeszcze deszcz, ale jak my nie damy rady w deszczu wypić wina to kto da ;). Po obaleniu winka spacerek i na nocleg.

 

 

 

Szósty dzień to w planie dojazd do Dubrownika. Wzdłuż wybrzeża jakże nam już dobrze znane ogromne korki, a za plecami nadciągała burza. Po drodze szczeliliśmy fotkę wyspy Św. Stefana na której są tylko hotele i kasyno, a cena za dobę w hotelach wynosi od kilkunastu tyś euro, zdecydowaliśmy że znajdziemy coś tańszego, i dojechaliśmy do Budvy gdzie motur zdechł i nie chciał dać znaku życia. Nie myśląc długo wydarłem wszystkie zbędne bezpieczniki czyli: światła, stop, kierunki, sygnał i zapalił na pych. I w tym momencie zmieniliśmy plany, jedziemy w kierunku Polszy. Szybkie studiowanie mapy i kierunek obrany Mazici – Martinovici – Cetinje – Podgorica. W Podgoricy dopadł nas deszcz, wiec kondony na siebie i jazda dalej w kierunku Bośni – dobrze że aku się podładował to światła dostały swój bezpiecznik spowrotem. Pogoda tak się zepsuła, że musieliśmy się zadekować w miejscowości Pluzine w hoteliku /12 euro/, kupiliśmy sobie jakąś ichnią rybkę – wypas, nie jadłem takiej dobrej ryby – do tego trzeba było spróbować ichniego alkoholu więc zamówiliśmy sobie Rakije – kopie strasznie. Po jedzonku i spożyciu ichnich alkoholi zrobiła się pogoda.

 

 

Siódmy dzień to jazda w deszczu, Sarajewo dalej zakorkowane, ale już wiedzieliśmy gdzie będziemy spać więc nie przeszkadzało nam to. Dojechaliśmy do zaprzyjaźnionego już hoteliku /25 euro/ w Stjepan Polje koło Doboju, pokoik już czekał garaż też. Kolacyjka i znowu browarek :)

 

Ósmy dzień to plan na powrót do Rzeszowa, trasa ta sama co poprzednio z tą różnicą, że w Dunafoldvar (H) zdecydowaliśmy się śmignąć przez Budapeszt. Przejazd szybki, pstryknięcie kilku fotek i jazda dalej. Za Budapesztem trzeba by cos zatankować, euro w kieszeni jest ale co z tego jak na żadnej stacji nie przyjmują euro, ale jakoś doturlaliśmy się do Słowacji i zatankowaliśmy na Slovnaft w miejscowości Sahy. potem kierunek Banska Bystrica – Brezno – Poprad. W Popradzie jakieś mrozy nastały i żona zaczęła mi zamarzać, więc szybka decyzja dekujemy się gdzieś. Wybór padł na Tatranską Lesną. Apartament jak dla Vipów, łazienka wypaśna i wszystko za 28 euro.

 

 

Ostatni dziewiąty dzień już jak w domu, zawijka do Popradu, potem na Presov i już widzimy drogowskazy na Rzeszów, przed Svidnikiem akumulator znowu się przypomina, ale my się nie dajemy i bierzemy go sposobem już nam znanym. W Svidniku zakupy w super hiper mega markecie “Billa” i do granicy. Akumulator na granicy czując polskie drogi i polskie powietrze powiedział nam “A teraz pocałujcie mnie w Dupę” i umarł. Szybki telefon do prywatnego kierowcy co by dostarczył akumulator, trochę drutów i izolacji, no i czekamy. Po pewnym czasie pojawiło się na widoku auto serwisowe, a za kierownicą jakiś pacjent z uśmiechem jak banan. Przywiózł akumulator świeżo wyciągnięty z Drag Stara, izolację i kable. Zmontowaliśmy nowiuteńką instalację – Polak potrafi – akumulator między nogi, Kochaną Małżowinke załadowałem do auta serwisowego, i pała do domu.

 

 

Wyjazd był wspaniały, pojedziemy tam na pewno jeszcze raz.

 

Trasa liczyła 3300 km


Koszty to 400 euro i 2000 koron słowackich

nadesłał: Coyot

 

 

 

Powrót

 

 

 

All rights reserved by Roztoczeriders.com

Designed by Doktorek